Skip to content

Zmierzyć się z byciem mężem i żoną.

037

 

Kiedy piszę ten wpis, jest przyjemny grudniowy wieczór. Siedzę w domu rodzinnym, w swoim przytulnym kącie. Chociaż stanowisko pracy mamy jest na tym samym biurku, to nie ma jej tu teraz – przeniosła się na górę gdzie może odpocząć i obejrzeć coś relaksującego. Dzisiaj była to akurat niezrozumiała dla mnie sztuka teatralna. Za mną nagle odzywa się drukarka połączona z komputerem mamy sieciowo. Szybko orientuję się co się dzieje.

Kiedy Ty czytasz ten wpis, jest już po 16:00 31.12.2015. Jeśli czytasz to od razu, to bardzo możliwe, że wciąż jesteśmy w kościele i złożenie przysięgi jest jeszcze przed nami. Jeśli w ciągu 30 godzin od publikacji, to najpewniej bawimy się na własnym weselu albo poprawinach. Jeśli później, to zaczynamy zmagać się z pierwszymi radościami i trudnościami życia małżeńskiego. Każda mijająca minuta, godzina, to czas kiedy nasze doświadczenie rośnie. A wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Tuż po północy ktoś zaczyna żartować, że mamy już roczny staż. Najpewniej sami podchwytujemy ten żart i śmiejemy się razem z gośćmi, a potem mówimy „Ee, to było już rok temu!”.

Wyłączam radio, bo słowa dziennikarza mnie rozpraszają. Szukam playlisty, która pomoże mi zebrać własne myśli i słowa przelać do komputera. Florence przez chwilę wydaje się odpowiednia, a jednak to nie to. Trafiam na piosenkę, którą braliśmy pod uwagę jako podkład pod pierwszy taniec, tę z reklamy Coca-coli, po krótkim namyślę dodaję do niej tę właściwą.

Słowa piosenki wzruszają mnie. Około godziny 18-19 tańczymy w rytm melodii z „About Time”, pewnie staram się ukryć łzy, nogi plączą się, bo wcześniej w ogóle nie ćwiczyliśmy. Patrząc mu w oczy wyobrażam sobie jak długo będę go kochać. Jak długo on będzie kochać mnie. Tak długo jak gwiazdy są ponad nami. Radość miesza się ze strachem – przed tymi chwilami, kiedy zapomnimy o co się kłócimy, a mimo to oboje będziemy przystawać przy swoim. Przed wyzwaniami życia codziennego. Mimo to przypominam sobie, że nie potrafię pójść spać kiedy mamy nierozwiązane sprawy. Że każdy mój niepokój on potrafi ukoić biorąc mnie w ramiona i patrząc w oczy mówiąc czułe „Bąblu”. I wtedy, chociaż niepokój dalej jest, to wiem że przejdziemy przez to razem. Jako mąż i żona będziemy się wspierać, będziemy się dopingować i wzajemnie popychać do rozwoju.

Zastanawiam się nie tylko nad tym. Wyobrażam sobie jak długo potrwa zanim dołączy ktoś trzeci, mały człowiek o jego błękitno-szarych oczach, które porównuję do barw nieba, czy moich najciemniejszych jakie widziała ciocia. Mocnych włosach, których mu zazdroszczę, a może tak cienkich jak moje, na które tak często marudzę. Jego bladej cerze z piegami lub mojej ciemniejszej z masą pieprzyków. Czy nie zapomnimy o sobie za bardzo skupiając się na tym małym szkrabie?

Ocieram policzki i dotykając pierścionka myślę, że to już niedługo. Już niedługo przyjdzie się nam zmierzyć z byciem mężem i żoną.

Ba, kiedy to czytasz już to robimy.

  • Lena

    Tak mi się skojarzyło https://www.youtube.com/watch?v=U1LvtptcKXA 😉 Trzymam za Was kciuki!

  • Kubu

    Wszystko u Was dobrze? Mąż jeszcze nie uciekł?

    • http://pozeraczeczasu.pl/ AgataZietarska

      Tak, bardzo dobrze, cieszymy się małżeństwem, dlatego tak ciężko coś napisać 😉

  • http://okiemsary.wordpress.com Anna

    Świetny język, poruszający tekst!
    Ślubowałam na 3 dni przed Wami, a w październiku zobaczymy właśnie owoc tej przysięgi i wiesz, co? Wcale się nie boję, że szkrab przyćmi radość z małżeństwa. Podejrzewam, że napełni nas radością, którą będziemy mogli się jeszcze bardziej obdarzać, niż teraz we dwójkę (i pół) :)

    • http://pozeraczeczasu.pl/ AgataCzajkowska

      Gratuluję! Powiem w sekrecie, że u nas owoce też się pojawią 😉