Skip to content

Rodziną.

652

To było niedługo po ślubie, może w pierwszych dwóch tygodniach kiedy zaczęliśmy razem mieszkać w akademiku. Rafał już spał, a ja lubiłam jeszcze mu się trochę poprzyglądać. Jednego wieczora poczułam niemalże pewność. Łzy napłynęły mi do oczu, kiedy zrozumiałam, że być może naszym powołaniem wcale nie jest wychowywanie własnych dzieci. Być może nigdy nie będę w stanie dać mojemu ukochanemu dziecka, którego pragnie. Rozmawialiśmy na temat adopcji, bo od dawna wiem, że kiedyś chciałabym adoptować dziecko bądź więcej niż jedno, ale jest to plan na dalszą przyszłość, gdyby… Gdyby nasze (nie)starania nie przynosiły skutku.

Leżałam na boku i w nocnym świetle zza okna obserwowałam jego profil. Niebieskie oczy skryte za zamkniętymi powiekami, delikatna, nieco piegowata cera, lekko zgarbiony nos. W tym momencie byłam przekonana, że nie będzie miał kto tego po nim odziedziczyć. Naprawdę ogarnęło mnie dogłębne przekonanie, że nigdy nie zostaniemy biologicznymi rodzicami. Mimo tego kupiłam test i schowałam go do szafy. Ten jeden miałam użyć wtedy, kiedy będę miała większą pewność. Zanim sięgnęłam po niego, w ciągu dwóch miesięcy sięgnęłam po parę innych. Za każdym razem wychodziły negatywne. Ostatni był może na dwa albo trzy tygodnie przed tym właściwym. Pamiętam, że po wykonaniu go zastanawiałam się dlaczego tak właściwie to zrobiłam. Nie potrafiłam powiedzieć dlaczego po niego sięgnęłam, przecież gdyby nawet, to szanse że wyjdzie pozytywny były ogromnie małe. Nie przejęłam się też dlatego jego wynikiem. Zaczynałam już przestawiać myślenie na tory bez sprawdzania i nie chciałam się już tym przejmować. W końcu nikt nie może być pewny jaki jest wobec niego plan Boży.

Codziennie rano o podobnej godzinie, zanim wstałam z łóżka mierzyłam temperaturę. 8 marca mówiłam Rafałowi o tym, że to już piętnasty dzień wyższej temperatury, a nie odczuwam normalnego rozdrażnienia, ale uspokoił mnie żebym jeszcze poczekała. Następnego dnia, kiedy temperatura utrzymała się, wyciągnęłam test z szafy. Nie mogłam uwierzyć w te dwie kreski, które się pojawiły, a jednak tam były. Dwa tygodnie później potwierdziło je bicie serduszka na usg. Nasze dziecko miało tylko pół centymetra, a już jego serce wyraźnie biło. Teraz ma około 11-12 cm i nieco bardziej zaczynam odczuwać jego obecność. W najbliższych dniach Rafał też powinien namacalnie poczuć, że w listopadzie nie będziemy już tylko we dwoje.

Nasza rodzina będzie liczyć trzy osoby.

  • http://okiemsary.wordpress.com Anna

    Piękny opis uczuć i przeżyć <3
    My też rozmawiamy o adopcji, choć za niedługo będziemy we trójkę :)

  • Marta Kozłowska

    Cud rodzicielstwa! :)